niedziela, 8 marca 2015

Kiedy Pana nie widzę, piszę listy. List czwarty. Cyganka.


Szanowny Panie Aleksandrze, ostatni Pana list wywołał we mnie mieszaninę wspomnień i refleksji. Wędrowna Cyganka wróżąca mi dobrą przyszłość…
Pan to miewa pomysły! Nawet nie wiem, czy moja mama pozwoliłaby wróżyć cygance przyszłość dla swoich dzieci, a już na pewno nie dałaby wiary, że jej maleńka córeczka daleko zajdzie… Każda matka chce dla swoich dzieci jak najlepiej, jednak dalekowzroczność u mojej mamy jawiła się tylko tym, że skończę szkołę i będę miała pracę, i oby tylko zdrowie…
Czasy to były powojenne, bida piszczała z każdej wiejskiej chaty, z każdej stodoły, a strych to aż jęczał z powodu braków, a tam przyszło mojej mamie mieszkać z dwójką małych szkrabów, po roku urodzonych - na poddaszu.

Wędrowna Cyganka chyba sama była już znużona wędrowaniem, i jeśli miałaby wywróżyć mi "dalekozajście" to chyba tylko w takiej formie, jaką ona uprawiała: wędrowanie w czasie, przestrzeni, WYOBRAŹNI bez skutków ubocznych typu odciski.
Czasem czuję sie jak taka Papusza...swojska, skoczna, nieokiełznana. Tu zaśpiewam, tam zrymuję, ten uściska, tamten buziaka skradnie, ale jednak kroczę przez życie w przysłowiowej jednej sukience i kamaszkach, tylko wiersze mi w głowie i na karteluszkach…
Lubię kolory, kolory lubią mnie...fotografowie też mnie lubią.

Wyrzeźbiłam sobie Anioła Ochroniarza i od tej pory czuję się bezpieczna.
Wyrzeźbiłam sobie też małpoluda w stylu reggae, któremu zrobiłam na szydełku zabójczy beret w kolorowe paski...ten mnie zawsze rozśmiesza i pilnuje moich snów:)
Może ja mam coś z cygańskiej krwi? A może po prostu, lubię życie bez komplikowania go sobie tak, jak to na ogół ludzie robią...
Myślę, że bardzo dobrze mnie Pan zna, więc skoro ta Cyganka przyszła szanownemu Panu do głowy, to niech już tak zostanie, oby tylko w tym dobrym znaczeniu.

2 komentarze:

Irek LECZYKIEWICZ pisze...

... :)
tylko krytycy myślą
że nieudane wiersze
są gorsze od najcięższych grzechów

a przecież dzięki nim
człowiek
dojrzewa w człowieku " /-/


Artyści... obserwowałem mistrzów obiektywu tworzących foto-wystawę.... Boże, jakie są Twoje kryteria podziału rozumu, kultury , wrażliwości.... " eee tam "parodiując pana Smolenia ;)wiosna idzie i wiocenne pozdrowienie ślę - I.L.

renezja pisze...

nie wierz nigdy krytykom
dobrą radę ci dam
co jednemu pasuje
drugi uzna za chłam
wypośrodkuj wywody
oddziel ziarno od plew
każdy jest subiektywny
no i ryczy jak lew
tutaj rzęzi, tam płynie
to ma wiry , to muł
by osiągnąć konsensus
wyłóż karty na stół.

...............................

ciiiii....
tylko policzek szelest czyni
muskając jedwab poszewki..
ciii....

Stołpce

Jakiś czas temu miałam przyjemność poznać się z panem Aleksandrem Janowskim.Nasze rozmowy oczywiście dotyczyły literatury w szerokim znaczeniu,ale poruszyliśmy również temat wydanych przez pana Aleksandra książek. Znałam wszystkie tytuły, czytałam recenzje,ale osobiście nie przeczytałam żadnej książki.Nie z przekory,czy niechęci do czytania,tylko ja nie lubię czytać kryminałów, przemoc jest dla mnie nie do przyjęcia i nie zamierzam kołatać sobie nią głowy w celach rekreacyjnych.Nie zraziło to pana Aleksandra,a wręcz przeciwnie...przesłał mi do przeczytania piękną historię, nigdzie jeszcze nie publikowaną i nie wydaną w żadnym wydawnictwie.

"Stołpce" to historia chłopaka, któremu przyszło urodzić się pod koniec wojny na Białorusi w polskiej rodzinie. Piękna historia rozwoju intelektualnego, samozaparcia,radości z życia,a jednocześnie świetny dokument o tamtych czasach. Polska Ludowa z jej kolorami i odcieniami,obraz niewyszukany,a jakże pociągający,bo pozwalający nam zobaczyć Polskę oczami młodego intelektualisty,ambitnego,rozumnego i całkiem zdrowo myślącego. Styl i kultura pisarska pana Aleksandra zachęciła mnie do zakupu jego książek i zamierzam je sobie wszystkie przeczytać. W sprzedaży są już dwie części: "Tłumacz - reportaż z życia" I i " Reportaż z życia" II.
Miła nowina...Biografia Pana Aleksandra doczeka się niebawem kontynuacji w części trzeciej :)))
Tak to jest, z każdego podwórka inny snop światła bije,a wszystkie rozjaśniają naszą historię:)

OPADANIE

Spadam w dół... Powoli... świadomie regulując prędkość.
Mam czas rozejrzeć się dookoła.
Mijam drwiny i kpinę pseudo przyjaciół.
Uśmiechają się nieszczerze, wystawiając zębiska
gotowe pokąsać.
Zahaczam o tak zwaną troskę....
Nie żebym miała coś przeciwko zatroskaniu (matka troszczy się o dziecko) , ale jest mi to zbyteczne.
Spadam...
I co.... w trosce o moje pośladki ktoś rozłoży siatkę na dole?
Lecę sobie i myślę o tym co na górze...
O ambicjach , planach , marzeniach...
Wiele tego było. Zrywy następowały w dość systematycznych odstępach.Serce wyrywało się z piersi gotowe do wyższych celów....... umysł spał... i spał.... i spał...
Fajnie tak sobie lecieć w ciemną pustkę.
Nic nie boli , nikt nie przeszkadza.
Tylko delikatny szum w uszach nuci zapomnianą melodię.
Jakieś tchnienie budzi nostalgię za młodością,
może nawet za marzeniami. Ale przemija.
Widocznie przecięły się nasze drogi gdzieś w czasoprzestrzeni...
Znowu jestem spokojna..
Spadam sobie delikatnie, zwiększając prędkość.
Szum w uszach miesza się z szumem fal , z trzepotaniem
ptasich skrzydeł w parku, z " Franią" która w monotonii
swych obrotów posiadała moc wyciszenia i uśpienia małej dziewczynki, wtulonej w kupkę prania, w zaparowanej łazience.
To szum wspomnień o przeszłości.
Dobra ona była, ale przeminęła...
Zamykam oczy....
Przemijam...