środa, 20 lutego 2008

Otulona...

Moje sny rozproszył wiatr wdzierając sie nagle.
Omiotłam jeszcze spojrzeniem uśpionym
umykające w zakamarkach pamięci postaci wymyślone.
Rumiane , ciepłem pulsujące policzki stężały nieco muśnięte powietrzem.
Nie chce mi się jeszcze myśleć o poranku,
chociaż wróble za oknem prowadzą już swoje regularne bitwy o okruszki.
Wrzask wdziera się przez okno bezpośrednio do mózgu...
Głupie ptaki.... Mogłyby gdzie indziej przeprowadzać swoje batalie.
Zbieram myśli, by przypomnieć sobie,co tak mną wstrząsnęło we śnie...
Odnajduję postać pierwszoplanową.
Nie znikaj z mojej pamięci....
Nie chcę byś zniknął...
Szczelniej otulona, mocno zaciskam powieki...
Na czym skończyliśmy?
Powróć proszę do mego snu. Pokaż się jeszcze choć na chwilę...
Bo kiedy wstanę, czar pryśnie.
Nie stworzony na jawie, mój Kochanku Nocy...

3 komentarze:

Ender pisze...

to czysty Shakespeare:))

Wierna kochankom ,,nocy ,spuść zasłone
by sie wzniesc mogły oczy w dzień spuszczone..i w me objecia(tu nie pamietam:))...
sprowadż mi Romea mego
miłosci swieci pod swą czarną krepą
jej własna piekność a jesli jest ślepą
tym stosowniejszy mrok dla niej
O nocy..cicha matrono w ciemnej swej karocy ..przybądz i naucz mnie niemym wyrazem jak sie to traci i wygrywa razem
wśród gry niewinej dwojga serc dziewiczych
skryj w zwojach swego płaszcza tajemniczych-krew co mi do lic bije -z głebi łona
aż nieswiadoma miłosc ośmielona za skromnosc weżmie czyn swej świadomosci.
PRZYJDZ NOCY CIEMNA
PRZYJDZ MÓJ DNIU W CIEMNOŚCI
To twój blask o mój luby jaśniec będzie jak pióro łabędzie na grzbiecie kruka
Wstąp o wstąp w me progi...daj mi Romea
a po jego zgonie rozsyp go w gwiazdy
a niebo zapłonie tak,ze się cały świat w tobie zakocha i czci odmówi słońcu

cytuje z pamieci...ale ten fragment mi sie przypomniał po Twoim tekscie...to wołanie o powrót nocy i przywrócenie obrazu ukochanego...Jestes JULIĄ ALE...CZY TO TEN ROMEO?

mówiłam ,że jesteś zdolna poetką...znam sie na talentach......pamiętaj...czeka Cię sława ...pierwsza to powiedziałam:))
buziak

rena pisze...

hahahahaha Ty łobuziaro jedna:):):)
Jeden taki komentarz od rana i świetny humor murowany na caluśki dzionek.:)
Pozdrawiam

rena pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.

...............................

ciiiii....
tylko policzek szelest czyni
muskając jedwab poszewki..
ciii....

Stołpce

Jakiś czas temu miałam przyjemność poznać się z panem Aleksandrem Janowskim.Nasze rozmowy oczywiście dotyczyły literatury w szerokim znaczeniu,ale poruszyliśmy również temat wydanych przez pana Aleksandra książek. Znałam wszystkie tytuły, czytałam recenzje,ale osobiście nie przeczytałam żadnej książki.Nie z przekory,czy niechęci do czytania,tylko ja nie lubię czytać kryminałów, przemoc jest dla mnie nie do przyjęcia i nie zamierzam kołatać sobie nią głowy w celach rekreacyjnych.Nie zraziło to pana Aleksandra,a wręcz przeciwnie...przesłał mi do przeczytania piękną historię, nigdzie jeszcze nie publikowaną i nie wydaną w żadnym wydawnictwie.

"Stołpce" to historia chłopaka, któremu przyszło urodzić się pod koniec wojny na Białorusi w polskiej rodzinie. Piękna historia rozwoju intelektualnego, samozaparcia,radości z życia,a jednocześnie świetny dokument o tamtych czasach. Polska Ludowa z jej kolorami i odcieniami,obraz niewyszukany,a jakże pociągający,bo pozwalający nam zobaczyć Polskę oczami młodego intelektualisty,ambitnego,rozumnego i całkiem zdrowo myślącego. Styl i kultura pisarska pana Aleksandra zachęciła mnie do zakupu jego książek i zamierzam je sobie wszystkie przeczytać. W sprzedaży są już dwie części: "Tłumacz - reportaż z życia" I i " Reportaż z życia" II.
Miła nowina...Biografia Pana Aleksandra doczeka się niebawem kontynuacji w części trzeciej :)))
Tak to jest, z każdego podwórka inny snop światła bije,a wszystkie rozjaśniają naszą historię:)

OPADANIE

Spadam w dół... Powoli... świadomie regulując prędkość.
Mam czas rozejrzeć się dookoła.
Mijam drwiny i kpinę pseudo przyjaciół.
Uśmiechają się nieszczerze, wystawiając zębiska
gotowe pokąsać.
Zahaczam o tak zwaną troskę....
Nie żebym miała coś przeciwko zatroskaniu (matka troszczy się o dziecko) , ale jest mi to zbyteczne.
Spadam...
I co.... w trosce o moje pośladki ktoś rozłoży siatkę na dole?
Lecę sobie i myślę o tym co na górze...
O ambicjach , planach , marzeniach...
Wiele tego było. Zrywy następowały w dość systematycznych odstępach.Serce wyrywało się z piersi gotowe do wyższych celów....... umysł spał... i spał.... i spał...
Fajnie tak sobie lecieć w ciemną pustkę.
Nic nie boli , nikt nie przeszkadza.
Tylko delikatny szum w uszach nuci zapomnianą melodię.
Jakieś tchnienie budzi nostalgię za młodością,
może nawet za marzeniami. Ale przemija.
Widocznie przecięły się nasze drogi gdzieś w czasoprzestrzeni...
Znowu jestem spokojna..
Spadam sobie delikatnie, zwiększając prędkość.
Szum w uszach miesza się z szumem fal , z trzepotaniem
ptasich skrzydeł w parku, z " Franią" która w monotonii
swych obrotów posiadała moc wyciszenia i uśpienia małej dziewczynki, wtulonej w kupkę prania, w zaparowanej łazience.
To szum wspomnień o przeszłości.
Dobra ona była, ale przeminęła...
Zamykam oczy....
Przemijam...