wtorek, 22 stycznia 2008

Dla "Niego"

Przedzieram się przez gęstwiny wspomnień.
Umysłem, jak maczetą kierując drogę do jasnego widzenia
wielu spraw.
Kierowałeś nim i na każdej ścieżce widziałam ślady Twego istnienia.
Wymazuję z pamięci obraz za obrazem,
a one wracają do mnie we snach.
Pozwoliłeś mi odczuć jak unosi się ptak.
Pokazałeś jak boli strach......
Jak trudne do opanowania są łzy żałości.
A teraz jestem ślepa.
Odszedłeś pozostawiając pustkę, próżnię w której się duszę.
Opuszkami palców pozwoliłeś dotknąć realnego życia.
I zabrałeś go ze sobą w nieprzeniknione gęstwiny mego umysłu.
Jesteś tam..... wiem.
Czuję Cię w mojej pamięci, ale ona umiera...
Powoli znika jak mgła, kiedy promienie słońca zaczynają się w niej przemywać.
Ratuj ją .... Proszę.....
Ratuj moją pamięć od zatracenia,
Bo kiedy umrą sny, które mi dałeś,
pozostanie tylko sącząca się rana po wyobraźni...

3 komentarze:

Kopacz pisze...

Brzmi to tak jakbyś utraciła kogoś kogo bardzo kochasz (utratę, traktuję tu jako śmierć lub odejście).Nie mogąc się pogodzić z tym faktem wołasz na głos w ziemskich bądź niebiańskich zaświatach za ukochanym, pragnąc go z powrotem sprowadzić. Choć w głębi serca wiesz, że jest to całkowicie niemożliwe, bo piękno naszej miłości i troski jest wzniosłe tylko w naszych marzeniach.

Ender pisze...

Moja przyjaciólko melancholijna:)))przeciez to tylko stan duszy w danym momencie:))
w jednym dniu przewija sie tysiace róznych mysli...zasada ...niczego nie załowac...wszystko ma swoja barwę.....przykład na nastroje
ogladałam dziś...Nie jedzcie stokrotek z Doris Day i sie zaśmiewałam....potem Kobiete i męzczyznę leloucha i zalałam sie łzazmi...wiec obejrzałam west side story gdzie miałam rózne odczucia ale postanowiłam zostać przy nastroju piosenki......I :))feel pretty:))
do zalewania sie łzami i tak najlepsze są Parasolki z Szerburga..ja rycze od połowy filmu.....wiec jak Ci smutno to sie zdołuj do reszty ....a potem wstań wyprostuj ramiona i jak scarlet o'hara pomysl o tym jutro......całuję cię w Twój smutek:))

rena pisze...

Oj Kopaczku i Ender .... dzięki że jesteście:):):)

...............................

ciiiii....
tylko policzek szelest czyni
muskając jedwab poszewki..
ciii....

Stołpce

Jakiś czas temu miałam przyjemność poznać się z panem Aleksandrem Janowskim.Nasze rozmowy oczywiście dotyczyły literatury w szerokim znaczeniu,ale poruszyliśmy również temat wydanych przez pana Aleksandra książek. Znałam wszystkie tytuły, czytałam recenzje,ale osobiście nie przeczytałam żadnej książki.Nie z przekory,czy niechęci do czytania,tylko ja nie lubię czytać kryminałów, przemoc jest dla mnie nie do przyjęcia i nie zamierzam kołatać sobie nią głowy w celach rekreacyjnych.Nie zraziło to pana Aleksandra,a wręcz przeciwnie...przesłał mi do przeczytania piękną historię, nigdzie jeszcze nie publikowaną i nie wydaną w żadnym wydawnictwie.

"Stołpce" to historia chłopaka, któremu przyszło urodzić się pod koniec wojny na Białorusi w polskiej rodzinie. Piękna historia rozwoju intelektualnego, samozaparcia,radości z życia,a jednocześnie świetny dokument o tamtych czasach. Polska Ludowa z jej kolorami i odcieniami,obraz niewyszukany,a jakże pociągający,bo pozwalający nam zobaczyć Polskę oczami młodego intelektualisty,ambitnego,rozumnego i całkiem zdrowo myślącego. Styl i kultura pisarska pana Aleksandra zachęciła mnie do zakupu jego książek i zamierzam je sobie wszystkie przeczytać. W sprzedaży są już dwie części: "Tłumacz - reportaż z życia" I i " Reportaż z życia" II.
Miła nowina...Biografia Pana Aleksandra doczeka się niebawem kontynuacji w części trzeciej :)))
Tak to jest, z każdego podwórka inny snop światła bije,a wszystkie rozjaśniają naszą historię:)

OPADANIE

Spadam w dół... Powoli... świadomie regulując prędkość.
Mam czas rozejrzeć się dookoła.
Mijam drwiny i kpinę pseudo przyjaciół.
Uśmiechają się nieszczerze, wystawiając zębiska
gotowe pokąsać.
Zahaczam o tak zwaną troskę....
Nie żebym miała coś przeciwko zatroskaniu (matka troszczy się o dziecko) , ale jest mi to zbyteczne.
Spadam...
I co.... w trosce o moje pośladki ktoś rozłoży siatkę na dole?
Lecę sobie i myślę o tym co na górze...
O ambicjach , planach , marzeniach...
Wiele tego było. Zrywy następowały w dość systematycznych odstępach.Serce wyrywało się z piersi gotowe do wyższych celów....... umysł spał... i spał.... i spał...
Fajnie tak sobie lecieć w ciemną pustkę.
Nic nie boli , nikt nie przeszkadza.
Tylko delikatny szum w uszach nuci zapomnianą melodię.
Jakieś tchnienie budzi nostalgię za młodością,
może nawet za marzeniami. Ale przemija.
Widocznie przecięły się nasze drogi gdzieś w czasoprzestrzeni...
Znowu jestem spokojna..
Spadam sobie delikatnie, zwiększając prędkość.
Szum w uszach miesza się z szumem fal , z trzepotaniem
ptasich skrzydeł w parku, z " Franią" która w monotonii
swych obrotów posiadała moc wyciszenia i uśpienia małej dziewczynki, wtulonej w kupkę prania, w zaparowanej łazience.
To szum wspomnień o przeszłości.
Dobra ona była, ale przeminęła...
Zamykam oczy....
Przemijam...