niedziela, 16 grudnia 2007

" 2007 "

I przeminął....
Spokojnie, jednostajnie, z dnia na dzień zbliżając się do celu.
Ludzie biegali, szarpali się i próbowali Go trochę przystopować.
A On nic.....
Płynął tak sobie wyznaczonym tempem, przypominając co jakiś czas,
aby zaznaczyć w kalendarzu jakiś szczegół, myśl, jakieś ważne wydarzenie.
Nazbierało się tych kropek niemal tyle , co gwiazd nad głową.
Każda ważna, zawierająca istotną wiadomość, konkretną osobę
Wywołująca uśmiech, bądź wyciskająca łzę...
Tyle po nim pozostało....
Za chwilę wyrwę ostatnią kartkę i pozwolę Mu przenieść się do przeszłości.
Pozostanie w pamięci wielu.
Dla jednych dobry, inni będą pragnęli o nim zapomnieć....
Dla mnie był ważny.
Wymusił na mnie analizę minionych dni.....
Poznałam wielu fascynujących ludzi, przeżyłam sporo miłych chwil
i co najważniejsze odkryłam siebie.....
Odkryłam, polubiłam i uwierzyłam w siebie...
Dzięki "Roku 2007 "
Zasłużyłeś na odpoczynek i masz swoje miejsce w mojej pamięci.....

2 komentarze:

Damian pisze...

Ja nie jestem jakimś wytrawnym "Blogerem" abym mógł go opiniować. Moim zdaniem masz ciekawą osobowość i to czyni Twoje blogi interesujące (przynajmniej dla mnie). Czasami tak jest że ludzie mają podobną wrażliwość i podobnie widzą różne rzeczy.
Dlatego nie przypadkiem odwiedzam Twoje blogi.
Na razie do następnego razu. Pa...

rena pisze...

Dzięki:):):):):) Osobowość mam poplątaną (ale to się wytnie) :):)

...............................

ciiiii....
tylko policzek szelest czyni
muskając jedwab poszewki..
ciii....

Stołpce

Jakiś czas temu miałam przyjemność poznać się z panem Aleksandrem Janowskim.Nasze rozmowy oczywiście dotyczyły literatury w szerokim znaczeniu,ale poruszyliśmy również temat wydanych przez pana Aleksandra książek. Znałam wszystkie tytuły, czytałam recenzje,ale osobiście nie przeczytałam żadnej książki.Nie z przekory,czy niechęci do czytania,tylko ja nie lubię czytać kryminałów, przemoc jest dla mnie nie do przyjęcia i nie zamierzam kołatać sobie nią głowy w celach rekreacyjnych.Nie zraziło to pana Aleksandra,a wręcz przeciwnie...przesłał mi do przeczytania piękną historię, nigdzie jeszcze nie publikowaną i nie wydaną w żadnym wydawnictwie.

"Stołpce" to historia chłopaka, któremu przyszło urodzić się pod koniec wojny na Białorusi w polskiej rodzinie. Piękna historia rozwoju intelektualnego, samozaparcia,radości z życia,a jednocześnie świetny dokument o tamtych czasach. Polska Ludowa z jej kolorami i odcieniami,obraz niewyszukany,a jakże pociągający,bo pozwalający nam zobaczyć Polskę oczami młodego intelektualisty,ambitnego,rozumnego i całkiem zdrowo myślącego. Styl i kultura pisarska pana Aleksandra zachęciła mnie do zakupu jego książek i zamierzam je sobie wszystkie przeczytać. W sprzedaży są już dwie części: "Tłumacz - reportaż z życia" I i " Reportaż z życia" II.
Miła nowina...Biografia Pana Aleksandra doczeka się niebawem kontynuacji w części trzeciej :)))
Tak to jest, z każdego podwórka inny snop światła bije,a wszystkie rozjaśniają naszą historię:)

OPADANIE

Spadam w dół... Powoli... świadomie regulując prędkość.
Mam czas rozejrzeć się dookoła.
Mijam drwiny i kpinę pseudo przyjaciół.
Uśmiechają się nieszczerze, wystawiając zębiska
gotowe pokąsać.
Zahaczam o tak zwaną troskę....
Nie żebym miała coś przeciwko zatroskaniu (matka troszczy się o dziecko) , ale jest mi to zbyteczne.
Spadam...
I co.... w trosce o moje pośladki ktoś rozłoży siatkę na dole?
Lecę sobie i myślę o tym co na górze...
O ambicjach , planach , marzeniach...
Wiele tego było. Zrywy następowały w dość systematycznych odstępach.Serce wyrywało się z piersi gotowe do wyższych celów....... umysł spał... i spał.... i spał...
Fajnie tak sobie lecieć w ciemną pustkę.
Nic nie boli , nikt nie przeszkadza.
Tylko delikatny szum w uszach nuci zapomnianą melodię.
Jakieś tchnienie budzi nostalgię za młodością,
może nawet za marzeniami. Ale przemija.
Widocznie przecięły się nasze drogi gdzieś w czasoprzestrzeni...
Znowu jestem spokojna..
Spadam sobie delikatnie, zwiększając prędkość.
Szum w uszach miesza się z szumem fal , z trzepotaniem
ptasich skrzydeł w parku, z " Franią" która w monotonii
swych obrotów posiadała moc wyciszenia i uśpienia małej dziewczynki, wtulonej w kupkę prania, w zaparowanej łazience.
To szum wspomnień o przeszłości.
Dobra ona była, ale przeminęła...
Zamykam oczy....
Przemijam...