czwartek, 16 kwietnia 2015

Kiedy Pana nie widzę, piszę listy. List dziesiąty. Krytyk literacki.

Pisanie do Pana staje się jak wieczorna modlitwa, jak podsumowanie dnia. Łapię się na tym, że wykonując codzienne czynności, robię je w coraz większym tempie, jakbym się spieszyła...i nagle uświadamiam sobie cel mojego pośpiechu - chcę usiąść przy komputerze i do Pana napisać.
Dzisiejszy dzień zdominowany był myślami i rozmowami na temat jakości krytyki literackiej i poziomu do jakiego człowiek jest w stanie się zniżyć , aby wytykając cudze błędy, przedstawić swoje racje w taki sposób, by podnieść własne ego do niewyobrażalnych dla mnie pułapów. Wiele pytań mi się nasuwało w ciągu całego dnia, starałam się rozszyfrować tok rozumowania osoby, która wskazując pisarzowi błędy i to nie w jego książce, a w zapisie rozmowy, posuwała się do fatalnych i nie do przyjęcia dla mnie chwytów poniżej pasa, typu: jesteś prostym człowiekiem, wykonujesz prosty zawód, to nie bierz się za pisanie. W całym wywodzie krytyka dało się wyczuć nie tyle niechęć do książki tego pisarza, bo tej jeszcze nie przeczytał, co do człowieka, bo ten śmiał publicznie wypowiedzieć się na temat swojej pracy, marzeń, ich realizacji, czy ostatecznie wiary.
Świadomie pomijam imię i nazwisko krytyka, bo jest on dla mnie tylko podstawą do analizy, a jego poziom w jaki porusza sprawy współczesnego pisarstwa i opisuje jakość współczesnej literatury powinien być napiętnowany.
Dobry, profesjonalny krytyk literacki powinien dbać o wysoki poziom literatury, jednak nie kosztem zdrowia psychicznego pisarza i jego rodziny.
Poniżanie jeszcze nigdy nie przyniosło dobrych efektów, można zniszczyć człowiekowi życie, odebrać chęć realizowania marzeń i zwyczajnie wpędzić w depresję. Nie podniesie to jakości pisania, najwyżej zniechęci do dalszego rozwoju i intelektualnej pracy .
Panie Aleksandrze, czy ja jestem z innej epoki? Boli mnie to, jak człowiek zwraca się do człowieka. Czy taki jest teraz sposób na dbałość o dobrą jakość książki, że jeśli komuś coś wyjdzie nie tak, to go należy zgnoić? Jak można mienić się osobą inteligentną, nie znając podstaw wymiany myśli, ile w takim krytyku jest chęci niesienia pomocy, a ile żółci, którą należy wylewać na coraz to nowe ofiary swojej bardzo źle pojętej misji krzewienia czystości literackiej? Niech mi Pan powie, czy konstruktywna krytyka oprócz nagany za błędy, nie powinna jednocześnie wskazać takiemu początkującemu pisarzowi tego, co jest dobre, co wyszło mu fajnie?
Mężczyzna ten ( krytyk) nie jest młodzikiem, w którym buzuje krew i nie może zatrzymać myśli i palców, zanim jego emocje nie ochłoną i nie nabierze dystansu, zatem to co robi pisarzom, krzywdząc ich swoimi artykułami, robi z premedytacją.
Każdy zaczyna w swoim tempie, z wiedzą jaką posiada, z własnym polotem. Każdy coś robi pierwszy, drugi, trzeci raz… bada siebie, bada teren, szuka własnego sposobu na wyrażenie siebie. I pojawia się na jego drodze taki terminator, który nie pomyśli, że indywidualność ma to do siebie, że jest jedyna taka, przypisana właśnie temu, a nie innemu człowiekowi… i że może być niezwykle krucha… i wjeżdża taki terminator czołgiem własnej wiedzy i zarozumialstwa, i rozjeżdża na drodze życia tego pisarza, jego marzenia. Przy okazji rani rodzinę, jego dzieciom zostawia w sieci brudny ślad swojej dominacji.
Smutno mi Panie Aleksandrze, kiedy myślę o takim człowieku. Mam wrażenie, że jest on komornikiem literackim, który za odwagę zmierzenia się z pisarstwem chce odebrać człowiekowi coś więcej, niż satysfakcję, chce zabrać jego marzenia. Myślę nawet, że musi być on bardzo smutnym człowiekiem.

Dobrej nocy drogi Przyjacielu. Niech jak najmniej takich ludzi pojawia się w naszym życiu.

1 komentarz:

Lech Kamiński pisze...

Proza Ci wspaniale Renia wychodzi. Masz rację, spotkałem na mojej drodze i spotykam wielu takich którzy chcą upodlić człowieka by pokazać jaki On jest wielki i wspaniały. Nie lubię takich, szczególnie jestem uczulony na słowa " nie pisz". Wtedy pokazuję co potrafię w słowach :)

...............................

ciiiii....
tylko policzek szelest czyni
muskając jedwab poszewki..
ciii....

Stołpce

Jakiś czas temu miałam przyjemność poznać się z panem Aleksandrem Janowskim.Nasze rozmowy oczywiście dotyczyły literatury w szerokim znaczeniu,ale poruszyliśmy również temat wydanych przez pana Aleksandra książek. Znałam wszystkie tytuły, czytałam recenzje,ale osobiście nie przeczytałam żadnej książki.Nie z przekory,czy niechęci do czytania,tylko ja nie lubię czytać kryminałów, przemoc jest dla mnie nie do przyjęcia i nie zamierzam kołatać sobie nią głowy w celach rekreacyjnych.Nie zraziło to pana Aleksandra,a wręcz przeciwnie...przesłał mi do przeczytania piękną historię, nigdzie jeszcze nie publikowaną i nie wydaną w żadnym wydawnictwie.

"Stołpce" to historia chłopaka, któremu przyszło urodzić się pod koniec wojny na Białorusi w polskiej rodzinie. Piękna historia rozwoju intelektualnego, samozaparcia,radości z życia,a jednocześnie świetny dokument o tamtych czasach. Polska Ludowa z jej kolorami i odcieniami,obraz niewyszukany,a jakże pociągający,bo pozwalający nam zobaczyć Polskę oczami młodego intelektualisty,ambitnego,rozumnego i całkiem zdrowo myślącego. Styl i kultura pisarska pana Aleksandra zachęciła mnie do zakupu jego książek i zamierzam je sobie wszystkie przeczytać. W sprzedaży są już dwie części: "Tłumacz - reportaż z życia" I i " Reportaż z życia" II.
Miła nowina...Biografia Pana Aleksandra doczeka się niebawem kontynuacji w części trzeciej :)))
Tak to jest, z każdego podwórka inny snop światła bije,a wszystkie rozjaśniają naszą historię:)

OPADANIE

Spadam w dół... Powoli... świadomie regulując prędkość.
Mam czas rozejrzeć się dookoła.
Mijam drwiny i kpinę pseudo przyjaciół.
Uśmiechają się nieszczerze, wystawiając zębiska
gotowe pokąsać.
Zahaczam o tak zwaną troskę....
Nie żebym miała coś przeciwko zatroskaniu (matka troszczy się o dziecko) , ale jest mi to zbyteczne.
Spadam...
I co.... w trosce o moje pośladki ktoś rozłoży siatkę na dole?
Lecę sobie i myślę o tym co na górze...
O ambicjach , planach , marzeniach...
Wiele tego było. Zrywy następowały w dość systematycznych odstępach.Serce wyrywało się z piersi gotowe do wyższych celów....... umysł spał... i spał.... i spał...
Fajnie tak sobie lecieć w ciemną pustkę.
Nic nie boli , nikt nie przeszkadza.
Tylko delikatny szum w uszach nuci zapomnianą melodię.
Jakieś tchnienie budzi nostalgię za młodością,
może nawet za marzeniami. Ale przemija.
Widocznie przecięły się nasze drogi gdzieś w czasoprzestrzeni...
Znowu jestem spokojna..
Spadam sobie delikatnie, zwiększając prędkość.
Szum w uszach miesza się z szumem fal , z trzepotaniem
ptasich skrzydeł w parku, z " Franią" która w monotonii
swych obrotów posiadała moc wyciszenia i uśpienia małej dziewczynki, wtulonej w kupkę prania, w zaparowanej łazience.
To szum wspomnień o przeszłości.
Dobra ona była, ale przeminęła...
Zamykam oczy....
Przemijam...