piątek, 12 października 2018
Tańczący z myślami. Wiersze, zapiski, zamyślenia - MAREK RÓŻYCKI JUNIOR
Marek Różycki jr. - urodzony w Zakopanem; dziennikarz, prozaik, felietonista, przez wiele lat kierował działem literackim w „Tygodniku Kulturalnym", współredagował „Kulturę i Ty", „TIM" - Tygodniowy Ilustrowany Magazyn, „Zielony Sztandar", Magazyn „Pan", „Scenę". Współpracował z wieloma tytułami - m.in.: z „Literaturą", „Miesięcznikiem Literackim", „Życiem Literackim", „Nowym Wyrazem", „Szpilkami", „Urodą", „Kobietą i Życiem", magazynem „Ona" i chicagowskim „Relaxem" – specjalizując się w rozmowach, felietonach, szkicach i esejach o wybitnych twórcach polskiej kultury, sztuki, literatury oraz – w krótkich formach literackich. Współpracował także z „Krytyką Literacką".
Od wielu lat jest korespondentem prasy polonijnej w U.S.A., Kanadzie, Litwie, Australii i Grecji. W Internecie – współpracuje m. in. z Salonem24.pl. Jest także rzecznikiem Centrum Kultury Polskiej na Litwie im. St. Moniuszki.
Napisał m. in.: „Gwiazdy w oczach czyli Hollywood po polsku", „Koszt doskonałości". „Wisłocka w pigułce", „Noce bez czułości", „Karnawał w Sodomie", „Artystyczny Bazar Różyckiego". Na publikację czeka – zacny wybór - „Arystokraci Kultury i Sztuki„.
Jako poeta Marek Różycki jr. zadebiutował w 1977 na łamach miesięcznika „Nowy Wyraz". Jego twórczość poetycka była nagradzana i publikowana m. in. w tytułach prasy literackiej: „Nowym wyrazie", „Tygodniku Kulturalnym", „Życiu Literackim", „Literaturze", „TIM-ie" Tygodniowym Ilustrowanym Magazynie, „Kulturze i Ty", „Tu i Teraz".
TAŃCZĄCY Z MYŚLAMI - wiersze, zapiski, zamyślenia" - ósma książka Marka Różyckiego jr. - jest wyborem wierszy, impresji, prowokacji, monologów, zamyśleń - łączących w sobie elementy głębokiej refleksji i humoru aforyzmów; to błyskotliwe i pełne finezyjnego dowcipu vademecum współczesnego człowieka. Marek Różycki jr., obdarzony umiejętnością ironicznej syntezy przewrotnie acz prawdziwie pokazuje rzeczywistość, ujawniając rządzące nią, często absurdalne, lub brutalno-komiczne mechanizmy.
środa, 19 września 2018
"A rzeka wciąż płynie"
SPOKÓJ
Dojrzałą jesienią
Liściem czerwonym
Podpartą
Gałązką berberysu
Ciepłem zmierzchu
Spokojnych błękitów
Października
Rojącego
Mgiełki zieleni
Kwieciem sadów
Przetkanej
STARY ODYNIEC
Był bardzo samotny. Niby las dookoła, w lesie zwierzęta, niby łatwo znaleźć bajoro do kąpieli, jesienią wszędzie złociste dęby sypią żołędziami, ale… samotność. Migotały gdzieś obrazki, gdy wraz z piękną lochą bronili stadka warchlaczków pasiatych, ale zapominał coraz bardziej. Kiedy to było?
Znał doskonale leśne ostępy – wędrował… Czuł się nieswojo, może myślał o tej loszce z przeszłości? Siedział w ostępach, żył nieźle, trochę czasem fukał i coraz bardziej doskwierała mu samotność. Może czekał na cud?
Aż cud się stał. (...)
W zbiorze Andrzeja Ostromęckiego wiersze chylą się ku prozie, a proza jak poezja jest piękna - choć bywa gorzka. Smak jak to smak, zakosztować warto, bo i osłody tam sporo, i wzruszenia i zamyślenia...
PREMIERA książki już 17 października 2018 roku.
Nie jest to produkcja masowa, bo i czytelnik wytrawny po to sięgnie... Taki co i wiersz i prozę ma w poważaniu.
Zachęcam z serca
Renezja
Dojrzałą jesienią
Liściem czerwonym
Podpartą
Gałązką berberysu
Ciepłem zmierzchu
Spokojnych błękitów
Października
Rojącego
Mgiełki zieleni
Kwieciem sadów
Przetkanej
STARY ODYNIEC
Był bardzo samotny. Niby las dookoła, w lesie zwierzęta, niby łatwo znaleźć bajoro do kąpieli, jesienią wszędzie złociste dęby sypią żołędziami, ale… samotność. Migotały gdzieś obrazki, gdy wraz z piękną lochą bronili stadka warchlaczków pasiatych, ale zapominał coraz bardziej. Kiedy to było?
Znał doskonale leśne ostępy – wędrował… Czuł się nieswojo, może myślał o tej loszce z przeszłości? Siedział w ostępach, żył nieźle, trochę czasem fukał i coraz bardziej doskwierała mu samotność. Może czekał na cud?
Aż cud się stał. (...)
W zbiorze Andrzeja Ostromęckiego wiersze chylą się ku prozie, a proza jak poezja jest piękna - choć bywa gorzka. Smak jak to smak, zakosztować warto, bo i osłody tam sporo, i wzruszenia i zamyślenia...
PREMIERA książki już 17 października 2018 roku.
Nie jest to produkcja masowa, bo i czytelnik wytrawny po to sięgnie... Taki co i wiersz i prozę ma w poważaniu.
Zachęcam z serca
Renezja
czwartek, 23 sierpnia 2018
http://wielkopolska.tv/przystan-osobliwosci-odc-4-2/
Najcieplejsze dzień dobry.
Zostałam poproszona o uczestnictwo w wakacyjnej akcji Telewizji Wielkopolskiej "Przystań Osobliwości" W odcinku 5 opowiadam o mojej pasji, jaką jest poezja i miłość do literatury.
Zapraszam serdecznie do posłuchania wywiadu. Mam nadzieję, ze nikt nie poczuje znużenia :)
Słonecznie pozdrawiam
Renezja
Zostałam poproszona o uczestnictwo w wakacyjnej akcji Telewizji Wielkopolskiej "Przystań Osobliwości" W odcinku 5 opowiadam o mojej pasji, jaką jest poezja i miłość do literatury.
Zapraszam serdecznie do posłuchania wywiadu. Mam nadzieję, ze nikt nie poczuje znużenia :)
Słonecznie pozdrawiam
Renezja
piątek, 20 kwietnia 2018
http://www.ebooki123.pl/blizej-serca_p801
Ebook szczególny. To kawałek pięknej historii chłopca, chorego na Zespół Downa, przedstawiona "oczami" chorego. O tym, jak bogatą i niewinną duszę mają chorzy na tę chorobę, nie muszę nikogo przekonywać, zapewniam więc przyjemne sercu wzruszenie :)
Jurek jest niezwykłym chłopcem. Jego wyjątkowość uwarunkowana jest obecnością dodatkowego chromosomu 21 w jego organizmie.
Co to właściwie jest Zespół Downa?
Przede wszystkim jest to odmienność biologiczna człowieka, którego natura wyposażyła w dodatkową informację genetyczną zawartą w chromosomie 21. To właśnie ona modyfikuje rozwój i kształtuje cechy wyróżniające daną osobę spośród innych.
Historia opowiedziana przez Jurka – najstarszego człowieka z trisomią chromosomu 21 przenosi nas do czasów dzieciństwa. Wspomina piekarnię, znajdującą się na dole kamienicy, w której mieszkał. Przywołuje w pamięci spotkania z zegarmistrzem, ich proste rozmowy i nasłuchiwanie tykających zegarków. Godzinne wizyty u „cioć”, które pomagały dziecku zrozumieć otaczający go świat i ludzi, dziwnie na niego patrzących.
Historia Jurka pokazuje nam, że miłość, cierpliwość i systematyczna praca potrafią dać chorej osobie sporą dawkę pewności siebie i poczucia własnej wartości.
Ebook szczególny. To kawałek pięknej historii chłopca, chorego na Zespół Downa, przedstawiona "oczami" chorego. O tym, jak bogatą i niewinną duszę mają chorzy na tę chorobę, nie muszę nikogo przekonywać, zapewniam więc przyjemne sercu wzruszenie :)
Jurek jest niezwykłym chłopcem. Jego wyjątkowość uwarunkowana jest obecnością dodatkowego chromosomu 21 w jego organizmie.
Co to właściwie jest Zespół Downa?
Przede wszystkim jest to odmienność biologiczna człowieka, którego natura wyposażyła w dodatkową informację genetyczną zawartą w chromosomie 21. To właśnie ona modyfikuje rozwój i kształtuje cechy wyróżniające daną osobę spośród innych.
Historia opowiedziana przez Jurka – najstarszego człowieka z trisomią chromosomu 21 przenosi nas do czasów dzieciństwa. Wspomina piekarnię, znajdującą się na dole kamienicy, w której mieszkał. Przywołuje w pamięci spotkania z zegarmistrzem, ich proste rozmowy i nasłuchiwanie tykających zegarków. Godzinne wizyty u „cioć”, które pomagały dziecku zrozumieć otaczający go świat i ludzi, dziwnie na niego patrzących.
Historia Jurka pokazuje nam, że miłość, cierpliwość i systematyczna praca potrafią dać chorej osobie sporą dawkę pewności siebie i poczucia własnej wartości.
wtorek, 20 lutego 2018
Zapraszam do przeczytaniu wywiadu przeprowadzonego ze mną :)
http://autorzy365.pl/bezpanska-poetka-nie-pozwala-sie-wstawic-w-ramy-wywiad-z-renata-grzeskowiak_a5717
piątek, 2 lutego 2018
RENEZJA - mój nowy tomik poezji :)
Przedstawiam mój najnowszy tomik poezji. Premiera przypada na 4 lutego 2018 roku.
Można go zakupić na stronie"
http://tylkorelaks.pl/721-renezja-9788381191692.html
tylko na tej stronie można zamówić tomik z indywidualną dedykacją :)
Serdecznie zapraszam :)
Autorka
wtorek, 5 grudnia 2017
Znakomity Jacek Poncyliusz - "My Wieloświaty"
Przekazuję Państwu artykuł nietuzinkowy, gdyż sam Autor, zarówno ebooka, jak i TEGO artykułu nie jest zwyczajnym "pisaczem" - jest MYŚLICIELEM.
Razu jednego grabarz pochował śmierć, która nagle umarła. A wyziewając ducha z siebie rzekła tak:
„fajnie mi było żyć pomimo wszystkiemu dobremu co tu przeszłam”
Te narodziny, te radości, te śmiechy i te chichoty. Te zachwyty i te miłości. Trudno mi było to wszystko znieść a jednak przetrwałam i zawsze wszystko co się dobrze komuś zaczęło to się nagle musiało temu komuś źle skończyć. Lecz nagle poczułam się słabo i nie miałam już siły szkodzić. Ludzie przestali się mnie bać, przyjmowali mnie między sobą z zadowoleniem, żegnali swoje powodzenie z uśmiechem. Moje istnienie jako groźna śmierć straciło znaczenie. Stałam się niestraszna i nieprzerażająca. Kiedyś to ja ŚMIERĆ byłam postrachem ludzi. A teraz jestem taka przez nich doceniona, dopieszczona. I z takim politowaniem mnie obecnie traktują. Jak bym to ja była taka biedna i nieszczęśliwa wykonując swoją powinność niszczenia. W teraźniejszości ludzkiej ja wielka i przerażająca niegdyś siła destrukcji…jestem bo jestem. Oczywista, konieczna, niezastąpiona, nudna, nieciekawa , nieinteresująca.
Śmierć. Zjawisko powszechne. Dotyczące każdego bytu i każdej istoty. Śmierć to jakiś drastyczny koniec. Czegoś co po tej zmianie nie jest już takie jak przed nią. Nasze otoczenie przesiąknięte jest śmiercią. Naszpikowane nią i przeplecione jego martwymi nićmi żalu, wspomnień, zamyślenia. Umieranie to część śmierci. Może trwać i trwać i trwać. I zanim się umrze czyli osiągnie stan śmierci to się jeszcze trzeba sporo namęczyć i dużo wycierpieć.Dlaczego istnieje śmierć? Przecież bez niej życie było by piękniejsze, nie tak tragiczne, nie tak dramatyczne i nie aż tak katastrofalne. Jakoś tak można by było to ułożyć inaczej. Mniej boleśnie, może nawet całkiem bez cierpienia. Właśnie… dlaczego jest śmierć, umieranie, przykrość, ból, cierpienie, żal, zło???
Życie istot biologicznych jest podwójne. Nasz los to kontrast. Ruch jaki wykonujemy sami, jakiego doświadczamy do innych to ciąg zmian i strumień szantażów mentalnych. Nasze uczucia i sposoby myślenia non stop i bez przerwy podlegają wystawieniu ich na próby użyteczności, przydatności, wiarygodności. Życie weryfikuje nas i ocenia ciągle na podstawie swoich praw a nie naszych. My musimy się z tym skonfrontować i albo się przed tym obronić albo temu ulec, dostosować się lub nawet nieraz zginąć przez to.
Ogólnie rozprzestrzeniony pokój na ziemi i nieustannie trwający spokój jest pomysłem nie do zrealizowania. Skąd więc w nas ludziach jest od wieków tęsknota za takim nienaturalnym stanem rzeczywistości? Może jest to przypadłość i przywara niemądrego umysłu. Może to jakaś nasza wada postrzegania? Być może zmiany jakiekolwiek a nawet te drastyczne i podłe względem nas powinny nas cieszyć a nie przerażać przynajmniej? Przecież nie zatrzymamy zmian. Przecież pory roku to czas zapładniania, dojrzewania, korzystania, odpoczywania.
A jeśli śmierć to odpoczynek? Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie….a światłość wiekuista niechaj im świeci na wieki wieków, amen.
Nasz bieg życia, nasze starania, nasze porażki, nasze błędy. To nas męczy. Tracimy przez to siły i nawet chęci do dalszej wędrówki, rywalizacji, w konkursie dziejów naszego losu. Zmiany zamykają przed nami otwarte dotąd drzwi szans i zmiany otwierają przed nami następne drzwi kolejnych możliwości dla nas. Śmierć naszych poprzednich „wcieleń świadomości” jest strumieniem życia, jest ciągiem opowieści o życiu, jest lawiną naszych przygód.
Czas to ruchy materii w przestrzeni, historia to wariacje na temat konfiguracji opcji materii. Apokaliptyczna jest nasza natura. Od śmierci do śmierci, przez życie. Można mieć takie wrażenie, że płyniemy w życiu przez śmierć. Albo też jesteśmy notoryczną śmiercią ożywającą co i raz by nagle znów stać się śmiercią. Po co? Po co to wszystko? A cholera wie po co tak już jest. Może po to aby docenić zarówno piękno życia jak i zachwycić się koniecznością śmierci jako niezbędnego warunku dalszego ciągu życia, postępu nas samych i otoczenia. Być może tak śmierć jak i życie jest konieczne, niezbędne i niezastąpione dla siebie wzajemnie. Bez końców nie było by początków. Bez nieszczęść radość i przyjemność nie była by tak głęboko odczuwana i doceniania przez nas? Skończyła się śmierć i zastąpiło ją życie wieczne, życie w wieczności, nieskończona nieśmiertelność mino wszystkich zmian nazywanych wcześniej imieniem śmierć.
Życie jest banalne i my jesteśmy banalni.
EBOOK do zakupienia w całej sieci księgarń internetowych.
Jedna z nich: http://www.ebooki123.pl/my-wieloswiaty_p762
Razu jednego grabarz pochował śmierć, która nagle umarła. A wyziewając ducha z siebie rzekła tak:
„fajnie mi było żyć pomimo wszystkiemu dobremu co tu przeszłam”
Te narodziny, te radości, te śmiechy i te chichoty. Te zachwyty i te miłości. Trudno mi było to wszystko znieść a jednak przetrwałam i zawsze wszystko co się dobrze komuś zaczęło to się nagle musiało temu komuś źle skończyć. Lecz nagle poczułam się słabo i nie miałam już siły szkodzić. Ludzie przestali się mnie bać, przyjmowali mnie między sobą z zadowoleniem, żegnali swoje powodzenie z uśmiechem. Moje istnienie jako groźna śmierć straciło znaczenie. Stałam się niestraszna i nieprzerażająca. Kiedyś to ja ŚMIERĆ byłam postrachem ludzi. A teraz jestem taka przez nich doceniona, dopieszczona. I z takim politowaniem mnie obecnie traktują. Jak bym to ja była taka biedna i nieszczęśliwa wykonując swoją powinność niszczenia. W teraźniejszości ludzkiej ja wielka i przerażająca niegdyś siła destrukcji…jestem bo jestem. Oczywista, konieczna, niezastąpiona, nudna, nieciekawa , nieinteresująca.
Śmierć. Zjawisko powszechne. Dotyczące każdego bytu i każdej istoty. Śmierć to jakiś drastyczny koniec. Czegoś co po tej zmianie nie jest już takie jak przed nią. Nasze otoczenie przesiąknięte jest śmiercią. Naszpikowane nią i przeplecione jego martwymi nićmi żalu, wspomnień, zamyślenia. Umieranie to część śmierci. Może trwać i trwać i trwać. I zanim się umrze czyli osiągnie stan śmierci to się jeszcze trzeba sporo namęczyć i dużo wycierpieć.Dlaczego istnieje śmierć? Przecież bez niej życie było by piękniejsze, nie tak tragiczne, nie tak dramatyczne i nie aż tak katastrofalne. Jakoś tak można by było to ułożyć inaczej. Mniej boleśnie, może nawet całkiem bez cierpienia. Właśnie… dlaczego jest śmierć, umieranie, przykrość, ból, cierpienie, żal, zło???
Życie istot biologicznych jest podwójne. Nasz los to kontrast. Ruch jaki wykonujemy sami, jakiego doświadczamy do innych to ciąg zmian i strumień szantażów mentalnych. Nasze uczucia i sposoby myślenia non stop i bez przerwy podlegają wystawieniu ich na próby użyteczności, przydatności, wiarygodności. Życie weryfikuje nas i ocenia ciągle na podstawie swoich praw a nie naszych. My musimy się z tym skonfrontować i albo się przed tym obronić albo temu ulec, dostosować się lub nawet nieraz zginąć przez to.
Ogólnie rozprzestrzeniony pokój na ziemi i nieustannie trwający spokój jest pomysłem nie do zrealizowania. Skąd więc w nas ludziach jest od wieków tęsknota za takim nienaturalnym stanem rzeczywistości? Może jest to przypadłość i przywara niemądrego umysłu. Może to jakaś nasza wada postrzegania? Być może zmiany jakiekolwiek a nawet te drastyczne i podłe względem nas powinny nas cieszyć a nie przerażać przynajmniej? Przecież nie zatrzymamy zmian. Przecież pory roku to czas zapładniania, dojrzewania, korzystania, odpoczywania.
A jeśli śmierć to odpoczynek? Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie….a światłość wiekuista niechaj im świeci na wieki wieków, amen.
Nasz bieg życia, nasze starania, nasze porażki, nasze błędy. To nas męczy. Tracimy przez to siły i nawet chęci do dalszej wędrówki, rywalizacji, w konkursie dziejów naszego losu. Zmiany zamykają przed nami otwarte dotąd drzwi szans i zmiany otwierają przed nami następne drzwi kolejnych możliwości dla nas. Śmierć naszych poprzednich „wcieleń świadomości” jest strumieniem życia, jest ciągiem opowieści o życiu, jest lawiną naszych przygód.
Czas to ruchy materii w przestrzeni, historia to wariacje na temat konfiguracji opcji materii. Apokaliptyczna jest nasza natura. Od śmierci do śmierci, przez życie. Można mieć takie wrażenie, że płyniemy w życiu przez śmierć. Albo też jesteśmy notoryczną śmiercią ożywającą co i raz by nagle znów stać się śmiercią. Po co? Po co to wszystko? A cholera wie po co tak już jest. Może po to aby docenić zarówno piękno życia jak i zachwycić się koniecznością śmierci jako niezbędnego warunku dalszego ciągu życia, postępu nas samych i otoczenia. Być może tak śmierć jak i życie jest konieczne, niezbędne i niezastąpione dla siebie wzajemnie. Bez końców nie było by początków. Bez nieszczęść radość i przyjemność nie była by tak głęboko odczuwana i doceniania przez nas? Skończyła się śmierć i zastąpiło ją życie wieczne, życie w wieczności, nieskończona nieśmiertelność mino wszystkich zmian nazywanych wcześniej imieniem śmierć.
Życie jest banalne i my jesteśmy banalni.
EBOOK do zakupienia w całej sieci księgarń internetowych.
Jedna z nich: http://www.ebooki123.pl/my-wieloswiaty_p762
Subskrybuj:
Posty (Atom)
...............................
ciiiii....
tylko policzek szelest czyni
muskając jedwab poszewki..
ciii....
tylko policzek szelest czyni
muskając jedwab poszewki..
ciii....
Stołpce
Jakiś czas temu miałam przyjemność poznać się z panem Aleksandrem Janowskim.Nasze rozmowy oczywiście dotyczyły literatury w szerokim znaczeniu,ale poruszyliśmy również temat wydanych przez pana Aleksandra książek. Znałam wszystkie tytuły, czytałam recenzje,ale osobiście nie przeczytałam żadnej książki.Nie z przekory,czy niechęci do czytania,tylko ja nie lubię czytać kryminałów, przemoc jest dla mnie nie do przyjęcia i nie zamierzam kołatać sobie nią głowy w celach rekreacyjnych.Nie zraziło to pana Aleksandra,a wręcz przeciwnie...przesłał mi do przeczytania piękną historię, nigdzie jeszcze nie publikowaną i nie wydaną w żadnym wydawnictwie.
"Stołpce" to historia chłopaka, któremu przyszło urodzić się pod koniec wojny na Białorusi w polskiej rodzinie. Piękna historia rozwoju intelektualnego, samozaparcia,radości z życia,a jednocześnie świetny dokument o tamtych czasach. Polska Ludowa z jej kolorami i odcieniami,obraz niewyszukany,a jakże pociągający,bo pozwalający nam zobaczyć Polskę oczami młodego intelektualisty,ambitnego,rozumnego i całkiem zdrowo myślącego. Styl i kultura pisarska pana Aleksandra zachęciła mnie do zakupu jego książek i zamierzam je sobie wszystkie przeczytać. W sprzedaży są już dwie części: "Tłumacz - reportaż z życia" I i " Reportaż z życia" II.
Miła nowina...Biografia Pana Aleksandra doczeka się niebawem kontynuacji w części trzeciej :)))
Miła nowina...Biografia Pana Aleksandra doczeka się niebawem kontynuacji w części trzeciej :)))
Tak to jest, z każdego podwórka inny snop światła bije,a wszystkie rozjaśniają naszą historię:)
OPADANIE
Spadam w dół... Powoli... świadomie regulując prędkość.
Mam czas rozejrzeć się dookoła.
Mijam drwiny i kpinę pseudo przyjaciół.
Uśmiechają się nieszczerze, wystawiając zębiska
gotowe pokąsać.
Zahaczam o tak zwaną troskę....
Nie żebym miała coś przeciwko zatroskaniu (matka troszczy się o dziecko) , ale jest mi to zbyteczne.
Spadam...
I co.... w trosce o moje pośladki ktoś rozłoży siatkę na dole?
Lecę sobie i myślę o tym co na górze...
O ambicjach , planach , marzeniach...
Wiele tego było. Zrywy następowały w dość systematycznych odstępach.Serce wyrywało się z piersi gotowe do wyższych celów....... umysł spał... i spał.... i spał...
Fajnie tak sobie lecieć w ciemną pustkę.
Nic nie boli , nikt nie przeszkadza.
Tylko delikatny szum w uszach nuci zapomnianą melodię.
Jakieś tchnienie budzi nostalgię za młodością,
może nawet za marzeniami. Ale przemija.
Widocznie przecięły się nasze drogi gdzieś w czasoprzestrzeni...
Znowu jestem spokojna..
Spadam sobie delikatnie, zwiększając prędkość.
Szum w uszach miesza się z szumem fal , z trzepotaniem
ptasich skrzydeł w parku, z " Franią" która w monotonii
swych obrotów posiadała moc wyciszenia i uśpienia małej dziewczynki, wtulonej w kupkę prania, w zaparowanej łazience.
To szum wspomnień o przeszłości.
Dobra ona była, ale przeminęła...
Zamykam oczy....
Przemijam...
Mam czas rozejrzeć się dookoła.
Mijam drwiny i kpinę pseudo przyjaciół.
Uśmiechają się nieszczerze, wystawiając zębiska
gotowe pokąsać.
Zahaczam o tak zwaną troskę....
Nie żebym miała coś przeciwko zatroskaniu (matka troszczy się o dziecko) , ale jest mi to zbyteczne.
Spadam...
I co.... w trosce o moje pośladki ktoś rozłoży siatkę na dole?
Lecę sobie i myślę o tym co na górze...
O ambicjach , planach , marzeniach...
Wiele tego było. Zrywy następowały w dość systematycznych odstępach.Serce wyrywało się z piersi gotowe do wyższych celów....... umysł spał... i spał.... i spał...
Fajnie tak sobie lecieć w ciemną pustkę.
Nic nie boli , nikt nie przeszkadza.
Tylko delikatny szum w uszach nuci zapomnianą melodię.
Jakieś tchnienie budzi nostalgię za młodością,
może nawet za marzeniami. Ale przemija.
Widocznie przecięły się nasze drogi gdzieś w czasoprzestrzeni...
Znowu jestem spokojna..
Spadam sobie delikatnie, zwiększając prędkość.
Szum w uszach miesza się z szumem fal , z trzepotaniem
ptasich skrzydeł w parku, z " Franią" która w monotonii
swych obrotów posiadała moc wyciszenia i uśpienia małej dziewczynki, wtulonej w kupkę prania, w zaparowanej łazience.
To szum wspomnień o przeszłości.
Dobra ona była, ale przeminęła...
Zamykam oczy....
Przemijam...








