Zapraszam na literacką wycieczkę za ocean, z której mój ulubiony Pisarz przesyła mi opowiadania o demokracji z przymrożeniem oka :)
Wieczór pierwszy...poniedziałek 11 sierpnia.
Władza ludu.
- Markotny jakiś pan redaktor dzisiaj. Na pewno nieporozumienie międzymałżeńskie na tle współżycia…
- Ależ skąd, drogi panie Janie. Mam napisać felieton do pana ulubionego polonijnego dziennika, a brakuje mi aktualnego tematu.
- Zły to ptak, co własne gniazdo kala…
- Ależ niczego nie zamierzam oczerniać. Ale…ale… Od kiedy to pan cytuje Pismo Święte?
- To moja Gieniuchna tak powiada. Wczoraj na tle różnicy poglądów o mało do rękoczynów miedzy nami nie doszło.
- Pan, panie Janie. Rękoczyny?Taki rycerski wobec kobiet?
- Gieniuchna, panie reaktorze….to jest inna inność.
- Nie wierzę.
- A jakże. Zamachnęła się na mnie ścierką, na szczęście, bo drugą rączkę patelnią zajętą miała. Ciężką. Nadwerężyłaby sobie kończynkę, biedactwo.
- A jakiż to był przedmiot dyskusji?
- No bo przypomniałem kochanej mojej, jak to trzydzieści lat temu z tej biednej Polski wyjeżdżaliśmy z biletem w jedną stronę…
- To zupełnie jak ja…przez Austrię … z zakazem powrotu.
- Widzi pan, panie redaktorze, jakie podobne są nasze polskie losy.
- Ale w końcu mamy teraz ten sam wymarzony ustrój i możemy swobodnie podróżować między Starą Ojczyzną i USA…Wielokrotnie i bez ograniczeń. Ale o co, w końcu, między wami poszło? Jesteście przecież takim zgodnym małżeństwem.
- Bo nieopatrznie powtórzyłem jej to, co pan redaktor mi po drugim dużym piwie kiedyś tłumaczył, że prawdziwa demokracja to jest władza mniejszości, która pod pozorem reprezentowania większości, wzięła za mordę…
- Ależ panie Janie. Ja nie używam tak drastycznych określeń.
- Istotnie, z pana redaktora to jest taki delikatesik, jak mawia do mojej Gieni mężata sąsiadka z naprzeciwka.
- Hm…hm…zbaczamy z tematu. I co na to Szanowna Małżonka?
- Powiedziała, że skoro sąsiadowi to nie przeszkadza…
- Ależ panie Janie! Ja o sprawach wyższego rzędu…o demokracji.
- Aa…o tym. To moja Gieniuchna mówi, że ta cała pana demokracja jest wtedy, kiedy człowiek może kupić sobie bilet lotniczy w obie strony. Taka nieuczona. Upraszcza wszystko. I o to poszło.
- W obie strony! Mogę cytować?
- Może pan. Gieniuchna się nie obrazi.
A. Janowski - autor "Muchy" .
wtorek, 12 sierpnia 2014
niedziela, 10 sierpnia 2014
“Zycie...ono jest zbrutalizowane”, jak pisze w niedawno wydanym przez nas “Sandy” Aleksander Janowski, znany ekspert od życiologii stosowanej. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko z nim się zgodzić.
Pan Aleksander we własnej pogodnej osobie:)
“W nadesłanym późną nocą emailu nasza wierna czytelniczka Pani Małgorzata (nazwisko i adres znane Redakcji) uskarżała się, i ż dostała - cytujemy - niespodziewanego czytogazmu częściowego po skończeniu I rozdziału najnowszej powieści romantyczno-sensacyjnej niejakiego Aleksandra Janikowskiego...eee...Janowskiego, mieniącego się Ałtorem i Pisaczem.
Nie będąc specjalistami w kwestii przedmiotowej, zwróciliśmy się z pilną prośbą do światowego autorytetu w dziedzinie przypadków medycznych, których współczesna nauka nie potrafi jeszcze w pełni wyjaśnić, pana profesora Okulara Docentowicza.
Uczony ów mąż( i ojciec dwojga uroczych bliźniąt, dodajmy) bez chwili wahania odniósł przypadek rzeczonej pani Małgosi(nazwisko i imię znane...) do kategorii niespełnienia czytelniczego, wynikającego ze zbyt krótkotrwałego obcowania z cytowanym, przepraszam, dziełem.
Dodał przy tym, że ambarasująca przypadłość powyższa całkowicie ustępuje po przeczytaniu II rozdziału I tomu SANDY, przejawiając się po ukończeniu powieści jako literaturogasmus continuus, o czym świadczą liczne świadectwa usatysfakcjonowanych czytelniczek.
Ze swej strony życzymy Pani Małgorzacie (nazwisko i adres...) przyjemnej lektury.”
“W nadesłanym późną nocą emailu nasza wierna czytelniczka Pani Małgorzata (nazwisko i adres znane Redakcji) uskarżała się, i ż dostała - cytujemy - niespodziewanego czytogazmu częściowego po skończeniu I rozdziału najnowszej powieści romantyczno-sensacyjnej niejakiego Aleksandra Janikowskiego...eee...Janowskiego, mieniącego się Ałtorem i Pisaczem.
Nie będąc specjalistami w kwestii przedmiotowej, zwróciliśmy się z pilną prośbą do światowego autorytetu w dziedzinie przypadków medycznych, których współczesna nauka nie potrafi jeszcze w pełni wyjaśnić, pana profesora Okulara Docentowicza.
Uczony ów mąż( i ojciec dwojga uroczych bliźniąt, dodajmy) bez chwili wahania odniósł przypadek rzeczonej pani Małgosi(nazwisko i imię znane...) do kategorii niespełnienia czytelniczego, wynikającego ze zbyt krótkotrwałego obcowania z cytowanym, przepraszam, dziełem.
Dodał przy tym, że ambarasująca przypadłość powyższa całkowicie ustępuje po przeczytaniu II rozdziału I tomu SANDY, przejawiając się po ukończeniu powieści jako literaturogasmus continuus, o czym świadczą liczne świadectwa usatysfakcjonowanych czytelniczek.
Ze swej strony życzymy Pani Małgorzacie (nazwisko i adres...) przyjemnej lektury.”
sobota, 9 sierpnia 2014
Michał Krupa- twórca powieści "Łosoś norwesko- chiński"
Niezwykle inteligentny, błyskotliwy i z poczuciem humoru całkowicie w moim guście!
Przedstawiam Państwu Autora książki,która myślę, że już jest, a jak jeszcze nie, to POWINNA być na każdej półce domowej biblioteczki.
Wydanie drukowane oraz e book zaspokoją potrzeby wszystkich książkożerców, a miłośnikom wakacyjnego relaksu zapewnią wyśmienitą rozrywkę:)
Oddaję na pożarcie !!!! :)
piątek, 1 sierpnia 2014
Aleksander Janowski "SANDY"
„Sandy” Aleksandra Janowskiego, to obszerna i wielowątkowa powieść obyczajowa, z elementami romansu, sensacji i kryminału. Akcja rozgrywa się w Nowym Jorku, który polskiemu czytelnikowi wyda się swojski, gdyż autor przemyca w tekście wiele polskich akcentów i smaków. A opis biurokracji i działalności służb miejskich, łącznie z policją, przypomina absurdy z czasów PRL-u, wyśmiewane w filmach przez Stanisława Bareję.
W pierwszym tomie poznajemy głównych bohaterów powieści, ich plany i pragnienia. Mieszają się tu miłość, zachłanność, chęć posiadania władzy i czasem…świętego spokoju. Powieść „Sandy” napisana jest lekkim piórem, więc przez jej pierwszą część przebiegamy, jakbyśmy unosili się na skrzydłach spadającego na Nowy Jork huraganu.
Kiedy przerwane zostają zdjęcia do kręconego właśnie filmu przygodowego o zamachu terrorystycznym, młody prawnik-finansista, a zarazem scenarzysta filmu – Freddy Kinley, popada w tarapaty. Nie tylko źle lokuje oszczędności życia, które traci w jednej chwili, ale także jest szantażowany przez nowojorską mafię, która w produkowanym filmie upatruje gigantycznych zysków. Odegrać się na nim próbuje także zawiedzona kochanka Kamilla, która w mgnieniu oka pozbawia go posady załatwionej przez koneksje jej wuja. Wysiłków nie szczędzi także lokalna policja – w planowanym „zamachu” upatruje szansy na awans i zdobycie wyższej pozycji. Dodatkowo wybrzeża Nowego Jorku nawiedza huragan „Sandy” – czy i on jest dziełem przypadku, czy może chodzi o wykupienie intratnych terenów pod inwestycje? Żądni władzy i bogactwa ludzie, nie cofną się przed niczym. Nawet przed morderstwem tych, którzy stoją na drodze do wykonania zamierzonego planu. Powieść „Sandy cz. II”, to trzymająca w napięciu, niepozbawiona humorystycznych scen książka o ludzkiej chciwości i pazerności, której akcja dzieje się w czasach nam współczesnych.
W pierwszym tomie poznajemy głównych bohaterów powieści, ich plany i pragnienia. Mieszają się tu miłość, zachłanność, chęć posiadania władzy i czasem…świętego spokoju. Powieść „Sandy” napisana jest lekkim piórem, więc przez jej pierwszą część przebiegamy, jakbyśmy unosili się na skrzydłach spadającego na Nowy Jork huraganu.
Kiedy przerwane zostają zdjęcia do kręconego właśnie filmu przygodowego o zamachu terrorystycznym, młody prawnik-finansista, a zarazem scenarzysta filmu – Freddy Kinley, popada w tarapaty. Nie tylko źle lokuje oszczędności życia, które traci w jednej chwili, ale także jest szantażowany przez nowojorską mafię, która w produkowanym filmie upatruje gigantycznych zysków. Odegrać się na nim próbuje także zawiedzona kochanka Kamilla, która w mgnieniu oka pozbawia go posady załatwionej przez koneksje jej wuja. Wysiłków nie szczędzi także lokalna policja – w planowanym „zamachu” upatruje szansy na awans i zdobycie wyższej pozycji. Dodatkowo wybrzeża Nowego Jorku nawiedza huragan „Sandy” – czy i on jest dziełem przypadku, czy może chodzi o wykupienie intratnych terenów pod inwestycje? Żądni władzy i bogactwa ludzie, nie cofną się przed niczym. Nawet przed morderstwem tych, którzy stoją na drodze do wykonania zamierzonego planu. Powieść „Sandy cz. II”, to trzymająca w napięciu, niepozbawiona humorystycznych scen książka o ludzkiej chciwości i pazerności, której akcja dzieje się w czasach nam współczesnych.
wtorek, 29 lipca 2014
"W głąb lawendowych uliczek" - Klaudia Kopiasz
http://www.ebooki123.pl/w-glab-lawendowych-uliczek_p352
"W głąb lawendowych uliczek" - już można się wygodnie rozsiadać w aromatycznych kawiarenkach, już można rozpocząć biesiadę smaków, aromatów, baśniowej historii...zapraszam serdecznie wszystkich nowoczesnych czytelników w piękną podróż do Francji i Włoch, na którą zabierze nas Klaudia Kopiasz:)

Klaudia Kopiasz jest niezwykle młodą autorką. Jednak napisała bardzo dojrzałą powieść. Dojrzałą i piękną. „W głąb lawendowych uliczek” jest historią o tęsknocie za prawdziwą miłością oraz determinacji w jej poszukiwaniu. Współczesna kultura popularna próbuje nam wmówić, że miłość to tylko atrakcyjność fizyczna rodząca pożądanie. Że to swego rodzaju fast food. Szybka konsumpcja i zmiana menu. Jednak takie życie w pewnym momencie prowadzi do pustki, którą może wypełnić tylko bliskość oparta na prawdziwym uczuciu. Bohater powieści Klaudii Kopiasz ma dobrą pracę i śliczną dziewczynę, z którą zamierza się pobrać. Jednak pewnego dnia trafia do niezwykłej księgarni. Otrzymuje od jej właściciela w prezencie książkę, która wywróci do góry nogami całe jego dotychczasowe życie. Ale dzięki temu, nabierze ono nowej treści.
Opowieść Klaudii Kopiasz doda otuchy wszystkim tym, którzy wierzą w prawdziwą miłość, szukają jej i są gotowi porzucić dla niej pustkę dotychczasowego życia. Wartościowa lektura.
"W głąb lawendowych uliczek" - już można się wygodnie rozsiadać w aromatycznych kawiarenkach, już można rozpocząć biesiadę smaków, aromatów, baśniowej historii...zapraszam serdecznie wszystkich nowoczesnych czytelników w piękną podróż do Francji i Włoch, na którą zabierze nas Klaudia Kopiasz:)

Klaudia Kopiasz jest niezwykle młodą autorką. Jednak napisała bardzo dojrzałą powieść. Dojrzałą i piękną. „W głąb lawendowych uliczek” jest historią o tęsknocie za prawdziwą miłością oraz determinacji w jej poszukiwaniu. Współczesna kultura popularna próbuje nam wmówić, że miłość to tylko atrakcyjność fizyczna rodząca pożądanie. Że to swego rodzaju fast food. Szybka konsumpcja i zmiana menu. Jednak takie życie w pewnym momencie prowadzi do pustki, którą może wypełnić tylko bliskość oparta na prawdziwym uczuciu. Bohater powieści Klaudii Kopiasz ma dobrą pracę i śliczną dziewczynę, z którą zamierza się pobrać. Jednak pewnego dnia trafia do niezwykłej księgarni. Otrzymuje od jej właściciela w prezencie książkę, która wywróci do góry nogami całe jego dotychczasowe życie. Ale dzięki temu, nabierze ono nowej treści.
Opowieść Klaudii Kopiasz doda otuchy wszystkim tym, którzy wierzą w prawdziwą miłość, szukają jej i są gotowi porzucić dla niej pustkę dotychczasowego życia. Wartościowa lektura.
środa, 23 lipca 2014
"Odnaleźć siebie" Dariusz Krzywdziński
Niebawem ukaże się w księgarniach powieść Pana Dariusza Krzywdzińskiego "Odnaleźć siebie" Już dzisiaj zachęcam do zapamiętania tytułu, gdyż książka warta przeczytania i wyciągnięcia z jej lektury właściwych wniosków.Jak tylko opuści drukarnię zostaniecie Państwo poinformowani:)
wtorek, 22 lipca 2014
"Przypadek Gabriela L." Jakub Igwiński
http://www.ebooki123.pl/przypadek-gabriela-l_p350
Już w sprzedaży najnowszy ebook Autora.
Zapraszamy na stronę w celu zapoznania się z opisem książki.
Już w sprzedaży najnowszy ebook Autora.
Zapraszamy na stronę w celu zapoznania się z opisem książki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
...............................
ciiiii....
tylko policzek szelest czyni
muskając jedwab poszewki..
ciii....
tylko policzek szelest czyni
muskając jedwab poszewki..
ciii....
Stołpce
Jakiś czas temu miałam przyjemność poznać się z panem Aleksandrem Janowskim.Nasze rozmowy oczywiście dotyczyły literatury w szerokim znaczeniu,ale poruszyliśmy również temat wydanych przez pana Aleksandra książek. Znałam wszystkie tytuły, czytałam recenzje,ale osobiście nie przeczytałam żadnej książki.Nie z przekory,czy niechęci do czytania,tylko ja nie lubię czytać kryminałów, przemoc jest dla mnie nie do przyjęcia i nie zamierzam kołatać sobie nią głowy w celach rekreacyjnych.Nie zraziło to pana Aleksandra,a wręcz przeciwnie...przesłał mi do przeczytania piękną historię, nigdzie jeszcze nie publikowaną i nie wydaną w żadnym wydawnictwie.
"Stołpce" to historia chłopaka, któremu przyszło urodzić się pod koniec wojny na Białorusi w polskiej rodzinie. Piękna historia rozwoju intelektualnego, samozaparcia,radości z życia,a jednocześnie świetny dokument o tamtych czasach. Polska Ludowa z jej kolorami i odcieniami,obraz niewyszukany,a jakże pociągający,bo pozwalający nam zobaczyć Polskę oczami młodego intelektualisty,ambitnego,rozumnego i całkiem zdrowo myślącego. Styl i kultura pisarska pana Aleksandra zachęciła mnie do zakupu jego książek i zamierzam je sobie wszystkie przeczytać. W sprzedaży są już dwie części: "Tłumacz - reportaż z życia" I i " Reportaż z życia" II.
Miła nowina...Biografia Pana Aleksandra doczeka się niebawem kontynuacji w części trzeciej :)))
Miła nowina...Biografia Pana Aleksandra doczeka się niebawem kontynuacji w części trzeciej :)))
Tak to jest, z każdego podwórka inny snop światła bije,a wszystkie rozjaśniają naszą historię:)
OPADANIE
Spadam w dół... Powoli... świadomie regulując prędkość.
Mam czas rozejrzeć się dookoła.
Mijam drwiny i kpinę pseudo przyjaciół.
Uśmiechają się nieszczerze, wystawiając zębiska
gotowe pokąsać.
Zahaczam o tak zwaną troskę....
Nie żebym miała coś przeciwko zatroskaniu (matka troszczy się o dziecko) , ale jest mi to zbyteczne.
Spadam...
I co.... w trosce o moje pośladki ktoś rozłoży siatkę na dole?
Lecę sobie i myślę o tym co na górze...
O ambicjach , planach , marzeniach...
Wiele tego było. Zrywy następowały w dość systematycznych odstępach.Serce wyrywało się z piersi gotowe do wyższych celów....... umysł spał... i spał.... i spał...
Fajnie tak sobie lecieć w ciemną pustkę.
Nic nie boli , nikt nie przeszkadza.
Tylko delikatny szum w uszach nuci zapomnianą melodię.
Jakieś tchnienie budzi nostalgię za młodością,
może nawet za marzeniami. Ale przemija.
Widocznie przecięły się nasze drogi gdzieś w czasoprzestrzeni...
Znowu jestem spokojna..
Spadam sobie delikatnie, zwiększając prędkość.
Szum w uszach miesza się z szumem fal , z trzepotaniem
ptasich skrzydeł w parku, z " Franią" która w monotonii
swych obrotów posiadała moc wyciszenia i uśpienia małej dziewczynki, wtulonej w kupkę prania, w zaparowanej łazience.
To szum wspomnień o przeszłości.
Dobra ona była, ale przeminęła...
Zamykam oczy....
Przemijam...
Mam czas rozejrzeć się dookoła.
Mijam drwiny i kpinę pseudo przyjaciół.
Uśmiechają się nieszczerze, wystawiając zębiska
gotowe pokąsać.
Zahaczam o tak zwaną troskę....
Nie żebym miała coś przeciwko zatroskaniu (matka troszczy się o dziecko) , ale jest mi to zbyteczne.
Spadam...
I co.... w trosce o moje pośladki ktoś rozłoży siatkę na dole?
Lecę sobie i myślę o tym co na górze...
O ambicjach , planach , marzeniach...
Wiele tego było. Zrywy następowały w dość systematycznych odstępach.Serce wyrywało się z piersi gotowe do wyższych celów....... umysł spał... i spał.... i spał...
Fajnie tak sobie lecieć w ciemną pustkę.
Nic nie boli , nikt nie przeszkadza.
Tylko delikatny szum w uszach nuci zapomnianą melodię.
Jakieś tchnienie budzi nostalgię za młodością,
może nawet za marzeniami. Ale przemija.
Widocznie przecięły się nasze drogi gdzieś w czasoprzestrzeni...
Znowu jestem spokojna..
Spadam sobie delikatnie, zwiększając prędkość.
Szum w uszach miesza się z szumem fal , z trzepotaniem
ptasich skrzydeł w parku, z " Franią" która w monotonii
swych obrotów posiadała moc wyciszenia i uśpienia małej dziewczynki, wtulonej w kupkę prania, w zaparowanej łazience.
To szum wspomnień o przeszłości.
Dobra ona była, ale przeminęła...
Zamykam oczy....
Przemijam...








