Nic tak nie boli ,jak nie spełnione marzenia... Bo jakież to życie....my tu, a one tam gdzieś, gotowe by je spełniać....a między nam przepaść, ogromna, nie do przeskoczenie, nie do przepłynięcia, nie do przebycia....
Nic tak nie męczy jak nuda....bezsilna nuda z której nie ma wyjścia.
Z własnego wyboru człek z nudą się połączył i więzi tej nic rozerwać nie może, bo ta wiedźma trzyma i drwi jeszcze na widok szarpania się w chomącie....
Nie.... nie wydostaniesz się człeku ze swego nudnego bytu. Niby siecią pajęczą opleciony, czekaj teraz aż cię mole zeżrą.....
Z wrodzonej...że tak się wyrażę grzecznie... naiwności ( czytaj durnoty ) dałam się uwieść nudzie...
była wielka, jedna z tych co to krainę depresji zafundować gotowa i sama rykszą dowiezie...
Inicjatywa wszelka tonie przy niej w morzu bezradnych łez, a ona pyta tylko niewinnie:
-Co ja zrobiłam???
Nie jestem taka zła...
I wisi wiecznie jak medalion na szyji... Oddechem kark jeży i patrzy.....
Patrzy i podziwia..... patrzy przymilnie jak uzależnienie....
Szarp się o naiwności..... niszcz sidła bezsilności .....do zmęczenia ostatecznego.....
a wtedy ona znów przysiądzie się niewinna i błoga.... i znów usłyszysz znienawidzone zdanie.....
- Kocham Cię......nie wyobrażam sobie życia bez ciebie........................
poniedziałek, 21 lipca 2008
poniedziałek, 7 lipca 2008
Niepotrzebna
Czuła się jak wyrwana kartka z kalendarza, którą tylko z lenistwa nie pogniótł jeszcze i nie cisnął do kosza.Rzucał ponure spojrzenia, gdy cichutko przechodziła, dawno już nie pamiętając jej zapachu, nie czując jej alabastrowego ciała.
Dla niego zdradziła swoje marzenia...pogubiła w wirze jego codzienności wszystkich swoich serdecznych przyjaciół. Była dla niego, przez niego , jemu podporządkowana.
Lata trwała na swym smutnym , szarym posterunku , z coraz bardziej przygasłym spojrzeniem bezwiednie obracała złoty krążek na swym palcu.
Nieważna już, niepotrzebna i niewidoczna.Spalona przez czas i rutynę.
Nadzieja uchodziła z niej jak powietrze z przebitej dętki.....
Ale nadzieja ma to do siebie,że nie potrafi umrzeć bez walki.
Nawet z popiołu podniesie, otrzepując z brudnej przeszłości...
I powstała...
Podniosła się jak Feniks z popiołu, wyprężyła pierś i wygładziła niesforny lok spadający na czoło.
Już nie pobijesz jej draniu swoim brudnym wzrokiem, bo stała się dla ciebie nieosiągalna.
Na swe zgrabne stopy włoży srebrne szpilki.....
Kibić zgrabną przyozdobi sukienką pełną lata....
i wdepcze cię robalu w popiół z którego się podniosła.....
Dla niego zdradziła swoje marzenia...pogubiła w wirze jego codzienności wszystkich swoich serdecznych przyjaciół. Była dla niego, przez niego , jemu podporządkowana.
Lata trwała na swym smutnym , szarym posterunku , z coraz bardziej przygasłym spojrzeniem bezwiednie obracała złoty krążek na swym palcu.
Nieważna już, niepotrzebna i niewidoczna.Spalona przez czas i rutynę.
Nadzieja uchodziła z niej jak powietrze z przebitej dętki.....
Ale nadzieja ma to do siebie,że nie potrafi umrzeć bez walki.
Nawet z popiołu podniesie, otrzepując z brudnej przeszłości...
I powstała...
Podniosła się jak Feniks z popiołu, wyprężyła pierś i wygładziła niesforny lok spadający na czoło.
Już nie pobijesz jej draniu swoim brudnym wzrokiem, bo stała się dla ciebie nieosiągalna.
Na swe zgrabne stopy włoży srebrne szpilki.....
Kibić zgrabną przyozdobi sukienką pełną lata....
i wdepcze cię robalu w popiół z którego się podniosła.....
środa, 21 maja 2008
Jedna z tych rzeczy o których się nie zapomina....
11.05.2008
Wypadek na drodze krajowej nr 12 w powiecie łaskim.
Kierowca Mazdy 121, uciekając przed patrolem policji doprowadził do tragicznego w skutkach wypadku drogowego.
11 maja 2008r. około godz. 22:35 w miejscowości Orchów, na drodze krajowej Nr 12 w powiecie łaskim doszło do wypadku drogowego. Wypadek spowodował kierowca samochodu osobowego marki Mazda 121, który uciekając przed patrolem policji doprowadził do zderzenia z autobusem marki Man z Zakopanego. Strażacy uczestniczący w likwidacji skutków tego wypadku w chwili dojazdu zastali stojący na poboczu, całkowicie rozbity samochód osobowy i autobus ze zniszczonym przodem. Według oświadczenia lekarza obecnego na miejscu kierowca znajdujący się w samochodzie osobowym zmarł. Jedna z rannych osób podróżujących autobusem została przewieziona do szpitala w Łasku. Strażacy zneutralizowali około 300 l oleju napędowego, który rozlał się na drogę z rozbitego zbiornika w autobusie, wydobyli zwłoki z wraku Mazdy i zabezpieczyli miejsce zdarzenia. W działaniach strażaków wspomagali druhowie z OSP, Pogotowie Ratunkowe i Policja.
Jechałam tym autobusem :( Wracałam z fantastycznego weekendu :(
Jechałam tym autobusem :( Wracałam z fantastycznego weekendu :(
czwartek, 15 maja 2008
Bigos poetycki Mariuszka Paluszka- dać mu produkty to dzieło palce lizać :)))))
Tylko sie jej dotknij
))))Przybiegła lekko spóźniona popędzana przez biegunkę w pośpiechu zdarła szarą sukienkę włosy rozpuściła i wbiegła w swoją kochaną łazienkę.Jeszcze wzdęta lekko zaczynam codzienne męki.ale się ciesze bardzo że korzystam z łazienki.i wtedy cud następuje ptaków radosne śpiewanie zagłusza moje przemiłe wypierdzanie.A w muszli moje bączki.Radośnie ku niej strzelają.Pobudzane skurczami brzucha ,pełne rozluźnienie jej oznajmiają.Twarz jej szara z początku.Tęczowe barwy przybiera .Bo szczęście ogromne już ją nie rozpiera.W oczach zieleń króluje. Gdy już w brzuchu nie wiruje.Bo już jest po wszystkim i nic się nie snuje.
))))Przybiegła lekko spóźniona popędzana przez biegunkę w pośpiechu zdarła szarą sukienkę włosy rozpuściła i wbiegła w swoją kochaną łazienkę.Jeszcze wzdęta lekko zaczynam codzienne męki.ale się ciesze bardzo że korzystam z łazienki.i wtedy cud następuje ptaków radosne śpiewanie zagłusza moje przemiłe wypierdzanie.A w muszli moje bączki.Radośnie ku niej strzelają.Pobudzane skurczami brzucha ,pełne rozluźnienie jej oznajmiają.Twarz jej szara z początku.Tęczowe barwy przybiera .Bo szczęście ogromne już ją nie rozpiera.W oczach zieleń króluje. Gdy już w brzuchu nie wiruje.Bo już jest po wszystkim i nic się nie snuje.
:)))))))) Orientalne spagetti z moich wierszy w wersji zwariowanego Mariuszka Paluszka :)))))
Zakochaj się wiosną Po poszukiwaniach długich jak bezsenna noc
Odnalazłam wreszcie mój kochany koc
Zaskoczona lekko i z niedowierzaniem
Przymulona wiosennym spaniem
Pomyślałam o mocnej kawie chyba zaraz wodę wstawię
A chmura motylków co w brzuszku drzemała
Całe ciało w rytmie swym rozkołysała
W tańcu prawdziwego szczęścia
Z duszą na ramieniu i z serduszkiem drżącym
Stałam naprzeciwko Ciebie
A Ty zapytałeś tak niby niechcący
Czy przypadkiem nie jesteśmy w niebie
Ja się zakochałam! Cały świat wiruje!
Los mi wreszcie Ciebie dał
Chochlik mi cielęce spojrzenie maluje
By w ten sposób świat cały szczęście moje znał: uśmiech, radość, zadowolenie..
Odnalazłam wreszcie mój kochany koc
Zaskoczona lekko i z niedowierzaniem
Przymulona wiosennym spaniem
Pomyślałam o mocnej kawie chyba zaraz wodę wstawię
A chmura motylków co w brzuszku drzemała
Całe ciało w rytmie swym rozkołysała
W tańcu prawdziwego szczęścia
Z duszą na ramieniu i z serduszkiem drżącym
Stałam naprzeciwko Ciebie
A Ty zapytałeś tak niby niechcący
Czy przypadkiem nie jesteśmy w niebie
Ja się zakochałam! Cały świat wiruje!
Los mi wreszcie Ciebie dał
Chochlik mi cielęce spojrzenie maluje
By w ten sposób świat cały szczęście moje znał: uśmiech, radość, zadowolenie..
wtorek, 13 maja 2008
Jaśko Mac Gaywer
Moja Góralka ma na imię Anna, chociaż mąż Hanuś na nią mówi...
To było podczas skoków Małysza. Wiadomo było w okolicy ,że na te skoki ma przylecieć nie kto inny jak sam P. Kwaśniewski.
Hanuś nastawiona na tak zacną osobę, słysząc helikopter, jak nie wydrze się do rodziny.... chodźma pryndko pomachać prezydyntowi. Niech widzi życzliwość narodu.!!!! Jak stała tak wybiegła z chaty i maaacha, maaacha. Gazda też wyskoczył, za nim dzieciarnia... Patrzą a helikopter zawraca.
Jak sie Gaździna nie zerwała, co by jakie godniejsze okrycie na głowę narzucić, bo to nie przelewki... helikopter ląduje.....
Jak nie wiujnie, jak nie dmuchnie, wszystkie pomieszczenia pootwierane
to świeżego śniegu nawiało w każdy zakątek....
Helikopter wylądował na polance przy domu.......
Ratunkowy on był, a nie prezydencki :)))
Ratownicy nakrzyczeli ,że ma kobita łapami nie machać ,bo w błąd tylko wprowadziła młodego, niedoświadczonego pilota:)
Na drugi dzień sąsiedzi pytają się w Kościele kto u nich zachorzał, a Jaśko dumnie odpowiada, ze nikt.
Helikopter sie im zepsuł i wylądowali, co by Jaśko zajrzał do silnika...
Tak to Jaśko ( Nasz polski Mac Gaywer ) na polu naprawił helikopter i turysta mógł być uratowany.....
To było podczas skoków Małysza. Wiadomo było w okolicy ,że na te skoki ma przylecieć nie kto inny jak sam P. Kwaśniewski.
Hanuś nastawiona na tak zacną osobę, słysząc helikopter, jak nie wydrze się do rodziny.... chodźma pryndko pomachać prezydyntowi. Niech widzi życzliwość narodu.!!!! Jak stała tak wybiegła z chaty i maaacha, maaacha. Gazda też wyskoczył, za nim dzieciarnia... Patrzą a helikopter zawraca.
Jak sie Gaździna nie zerwała, co by jakie godniejsze okrycie na głowę narzucić, bo to nie przelewki... helikopter ląduje.....
Jak nie wiujnie, jak nie dmuchnie, wszystkie pomieszczenia pootwierane
to świeżego śniegu nawiało w każdy zakątek....
Helikopter wylądował na polance przy domu.......
Ratunkowy on był, a nie prezydencki :)))
Ratownicy nakrzyczeli ,że ma kobita łapami nie machać ,bo w błąd tylko wprowadziła młodego, niedoświadczonego pilota:)
Na drugi dzień sąsiedzi pytają się w Kościele kto u nich zachorzał, a Jaśko dumnie odpowiada, ze nikt.
Helikopter sie im zepsuł i wylądowali, co by Jaśko zajrzał do silnika...
Tak to Jaśko ( Nasz polski Mac Gaywer ) na polu naprawił helikopter i turysta mógł być uratowany.....
wtorek, 15 kwietnia 2008
Chwile..............
Najpiękniejsze chwile przychodzą niespodziewanie,
bez zbędnego przygotowania.
Przez zachwycone widokiem oko wdzierają się do serca
i moszczą sobie cieplutkie posłanie.
Takich chwil już nie zapomnisz,
wrośnięte w pamięć będą łaskotały wnętrze wspaniałymi wspomnieniami.
A Ty wyciągając z pamięci te perełki popatrzysz, uśmiechniesz się do nich
i umościsz je z powrotem w zakamarkach serca,
By wzrastały z doświadczeniem i mądrością...
A kiedy już "Staruszek Czas"wyciągnie dłoń po Ciebie,
Wtedy zabierzesz je ze sobą i pokażesz mu swoje bogactwo życia.
bez zbędnego przygotowania.
Przez zachwycone widokiem oko wdzierają się do serca
i moszczą sobie cieplutkie posłanie.
Takich chwil już nie zapomnisz,
wrośnięte w pamięć będą łaskotały wnętrze wspaniałymi wspomnieniami.
A Ty wyciągając z pamięci te perełki popatrzysz, uśmiechniesz się do nich
i umościsz je z powrotem w zakamarkach serca,
By wzrastały z doświadczeniem i mądrością...
A kiedy już "Staruszek Czas"wyciągnie dłoń po Ciebie,
Wtedy zabierzesz je ze sobą i pokażesz mu swoje bogactwo życia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
...............................
ciiiii....
tylko policzek szelest czyni
muskając jedwab poszewki..
ciii....
tylko policzek szelest czyni
muskając jedwab poszewki..
ciii....
Stołpce
Jakiś czas temu miałam przyjemność poznać się z panem Aleksandrem Janowskim.Nasze rozmowy oczywiście dotyczyły literatury w szerokim znaczeniu,ale poruszyliśmy również temat wydanych przez pana Aleksandra książek. Znałam wszystkie tytuły, czytałam recenzje,ale osobiście nie przeczytałam żadnej książki.Nie z przekory,czy niechęci do czytania,tylko ja nie lubię czytać kryminałów, przemoc jest dla mnie nie do przyjęcia i nie zamierzam kołatać sobie nią głowy w celach rekreacyjnych.Nie zraziło to pana Aleksandra,a wręcz przeciwnie...przesłał mi do przeczytania piękną historię, nigdzie jeszcze nie publikowaną i nie wydaną w żadnym wydawnictwie.
"Stołpce" to historia chłopaka, któremu przyszło urodzić się pod koniec wojny na Białorusi w polskiej rodzinie. Piękna historia rozwoju intelektualnego, samozaparcia,radości z życia,a jednocześnie świetny dokument o tamtych czasach. Polska Ludowa z jej kolorami i odcieniami,obraz niewyszukany,a jakże pociągający,bo pozwalający nam zobaczyć Polskę oczami młodego intelektualisty,ambitnego,rozumnego i całkiem zdrowo myślącego. Styl i kultura pisarska pana Aleksandra zachęciła mnie do zakupu jego książek i zamierzam je sobie wszystkie przeczytać. W sprzedaży są już dwie części: "Tłumacz - reportaż z życia" I i " Reportaż z życia" II.
Miła nowina...Biografia Pana Aleksandra doczeka się niebawem kontynuacji w części trzeciej :)))
Miła nowina...Biografia Pana Aleksandra doczeka się niebawem kontynuacji w części trzeciej :)))
Tak to jest, z każdego podwórka inny snop światła bije,a wszystkie rozjaśniają naszą historię:)
OPADANIE
Spadam w dół... Powoli... świadomie regulując prędkość.
Mam czas rozejrzeć się dookoła.
Mijam drwiny i kpinę pseudo przyjaciół.
Uśmiechają się nieszczerze, wystawiając zębiska
gotowe pokąsać.
Zahaczam o tak zwaną troskę....
Nie żebym miała coś przeciwko zatroskaniu (matka troszczy się o dziecko) , ale jest mi to zbyteczne.
Spadam...
I co.... w trosce o moje pośladki ktoś rozłoży siatkę na dole?
Lecę sobie i myślę o tym co na górze...
O ambicjach , planach , marzeniach...
Wiele tego było. Zrywy następowały w dość systematycznych odstępach.Serce wyrywało się z piersi gotowe do wyższych celów....... umysł spał... i spał.... i spał...
Fajnie tak sobie lecieć w ciemną pustkę.
Nic nie boli , nikt nie przeszkadza.
Tylko delikatny szum w uszach nuci zapomnianą melodię.
Jakieś tchnienie budzi nostalgię za młodością,
może nawet za marzeniami. Ale przemija.
Widocznie przecięły się nasze drogi gdzieś w czasoprzestrzeni...
Znowu jestem spokojna..
Spadam sobie delikatnie, zwiększając prędkość.
Szum w uszach miesza się z szumem fal , z trzepotaniem
ptasich skrzydeł w parku, z " Franią" która w monotonii
swych obrotów posiadała moc wyciszenia i uśpienia małej dziewczynki, wtulonej w kupkę prania, w zaparowanej łazience.
To szum wspomnień o przeszłości.
Dobra ona była, ale przeminęła...
Zamykam oczy....
Przemijam...
Mam czas rozejrzeć się dookoła.
Mijam drwiny i kpinę pseudo przyjaciół.
Uśmiechają się nieszczerze, wystawiając zębiska
gotowe pokąsać.
Zahaczam o tak zwaną troskę....
Nie żebym miała coś przeciwko zatroskaniu (matka troszczy się o dziecko) , ale jest mi to zbyteczne.
Spadam...
I co.... w trosce o moje pośladki ktoś rozłoży siatkę na dole?
Lecę sobie i myślę o tym co na górze...
O ambicjach , planach , marzeniach...
Wiele tego było. Zrywy następowały w dość systematycznych odstępach.Serce wyrywało się z piersi gotowe do wyższych celów....... umysł spał... i spał.... i spał...
Fajnie tak sobie lecieć w ciemną pustkę.
Nic nie boli , nikt nie przeszkadza.
Tylko delikatny szum w uszach nuci zapomnianą melodię.
Jakieś tchnienie budzi nostalgię za młodością,
może nawet za marzeniami. Ale przemija.
Widocznie przecięły się nasze drogi gdzieś w czasoprzestrzeni...
Znowu jestem spokojna..
Spadam sobie delikatnie, zwiększając prędkość.
Szum w uszach miesza się z szumem fal , z trzepotaniem
ptasich skrzydeł w parku, z " Franią" która w monotonii
swych obrotów posiadała moc wyciszenia i uśpienia małej dziewczynki, wtulonej w kupkę prania, w zaparowanej łazience.
To szum wspomnień o przeszłości.
Dobra ona była, ale przeminęła...
Zamykam oczy....
Przemijam...